Zawsze lubiłam proste ubrania i klasyczne fasony. Nigdy za to nie lubiłam chodzić na kompromis z wygodą. Mam wysokie wymagania? Dodajmy do tego mój duży rozmiar i przepis na nieudaną garderobę gotowy.

Pewnego razu moja cierpliwość do zakupów odzieżowych się skończyła. Kupiłam tkaninę, zamknęłam się w piwnicy, gdzie mama trzymała maszynę do szycia, i uszyłam pierwszą spódnicę. Pasowała na mój tyłek i dała się zapiąć na zamek. Jaka byłam wtedy dumna! Jaka szczęśliwa! Poczułam zew wolności – umiejąc szyć będę mogła wreszcie nosić dokładnie to, czego chcę, bez oglądania się na modę i trendy!

Dużo nauczyłam się od tamtego czasu na temat tkanin i konstrukcji. Wykorzystałam tę wiedzę tworząc Koszulistkę – markę wygodnych ubrań plus size inspirowaną klasyką. Niektórzy nazywają ten styl smart casual. Ja lubię mówić, że to wygodna elegancja.

Koszulistka we własnej postaci.

Piękno

Chciałabym z odzieżą w pakiecie sprzedać Ci radość z dbania o siebie oraz akceptację dla różnorodności.

Lansowany obecnie ideał kobiecej sylwetki jest tylko jedną z wielu odsłon piękna. Mam powyżej uszu wysłuchiwania, jak śliczne kobiety o wspaniałych ciałach narzekają na swoje ciała, bo nie pasują do tego, co drukują w kolorowych gazetach. Nie mogę patrzeć na współczesne zdjęcia modowe, gdzie zgarbiona, obowiązkowo chuda modelka stoi jak kołek i patrzy w obiektyw wzrokiem wypranym z emocji. Gdzie podziewa się witalność, radość życia, duma z faktu, że jest modelką?

Milion razy słyszałam „Jak schudnę, to siebie zaakceptuję”. A jak nie schudniesz, to co, będziesz zawsze siebie nienawidzić? A nie kusi Cie, by najpierw siebie pokochać i zacząć o siebie dbać, schudnięcie zostawić na potem?

Zbijanie argumentów typu „szczupłe = zdrowe” też dawno mi się znudziło. Są ludzie, którzy jedzą Prince Polo na śniadanie, popijają słodzoną kawą i noszą XS. Przykład jest autentyczny, znałam taką kobietę. I co, ona jest zdrowsza ode mnie? Ja na śniadanie jem musli z bananem ;)

Zresztą, zdrowie to indywidualna sprawa każdego. Komentować nieładnie.

Tak naprawdę chodzi o to, żebyśmy nie przejęły władzy nad światem, zajęte pielęgnowaniem kompleksów na punkcie wyglądu. Kobieta z kompleksami jest podatna na manipulacje. Poszukując na zewnątrz potwierdzenia, że jest fajna, daje sobie wcisnąć każdy kit. Nie zrobi rewolucji, nie zburzy hierarchii, nie naruszy status quo. Kobieta bez kompleksów jest prawdziwie wolna. Bierze z życia to, co dobre dla niej, spełnia swoje marzenia, nie czyjeś. Nie można nią sterować. Podąża własną drogą.

Tego właśnie chcę dla Was.

Fasony

Mam ambicję tworzyć bazę odzieżową plus size. Ubranie bazowe to takie, które zmienia swój charakter pod wpływem dodatków. Możemy w nim pójść do pracy i tam bardzo profesjonalnie się prezentować, a po pracy lecieć załatwiać swoje sprawy – zakupy, randki, dzieci, wino z przyjaciółkami…

Uważam, że klasyczne fasony najlepiej służą dużym sylwetkom. Wierzę też w magię proporcji – każdą sylwetkę da się dobrze ubrać. Tak, Twoją też :)

Tkaniny

Szyję z dzianin, więc jest ubrania są miękkie. Nic nie pije, nic nie ciśnie i nie ogranicza ruchów.

Uważam, że naturalne surowce to podstawa. Poliester to przeżytek, wiskoza to przyszłość, lecz tu i teraz najlepsza jest bawełna i wełna.

Tam, gdzie niezbędna jest śliska podszewka, używam wiskozowej z lycrą. Nie ma ona zbyt wiele wspólnego z poliestrową kuzynką, nieprzewiewną i psująca komfort noszenia wszystkiego. Podszewka, którą stosuję, jest lekko rozciągliwa, dlatego pasuje do dzianin – zapobiega wypychaniu się pod wpływem siedzenia oraz nie pozwala spódnicy wspinać się po rajstopach. Powietrze swobodnie przez nią przepływa, odprowadza wilgoć na zewnątrz, co zapobiega poceniu.

Produkty w moim sklepie są uszyte z dzianin bawełnianych z domieszką lycry. Bawełna dostosowuje się do temperatury ciała i otoczenia – grzeje zimą, nie grzeje latem. Domieszka lycry działa wzmacniająco oraz podbija rozciągliwość i miękkość dzianiny.

Marzy mi się w przyszłości kolekcja rzeczy wełnianych, nie tylko swetrów…

Twórcy marki

Spiritus movens Koszulistki to ja, Alicja.

Wymyślam produkty, tworzę wykroje i szyje prototypy. Wybieram tkaniny. Ogarniam logistykę wszelaką: pakowanie, wysyłkę, wożenie tkanin do właściwych zakładów.

Ogarniam zamówienia spersonalizowane.

Piszę bloga, postuję w social mediach.

Robię milion różnych drobnych rzeczy związanych z prowadzeniem firmy ;)

Przy produkcji korzystam z pomocy zakładów krawieckich. Obecnie współpracuję z trójką przemiłych pań, które ładnie szyją. Mam wrażenie, że bardzo to lubią.

Za postawienie sklepu oraz wszelkie sprawy techniczne odpowiada mój mąż programista. Ja w sklepie umiem edytować teksty i wstawiać produkty, ale o bardziej skomplikowane rzeczy proszę męża.

Oto kilka anegdotek z mojego życia, które mogą Cię zainteresować:

1. Studiowałam architekturę wnętrz, ale udało mi się zrealizować dokładnie jeden projekt za pieniądze. To nie była moja ścieżka; dziś wiem, że branża tekstylna czekała, aż dojrzeję.

2. Przez kilka lat byłam projektantką stoisk targowych. Byłam profesjonalna, dokładna i umiałam tworzyć piękne wizualizacje. Pewnego dnia ze zdziwieniem obserwowałam, jak mój kolega po fachu dyskutuje z koleżanką na temat umiejscowienia lampy na stoisku. Ja takie decyzje podejmowałam w pięć sekund. On mówił o tym z taką fascynacją, jakby nie było na świecie bardziej pasjonującej rzeczy, niż lampa i oświetlany przez nią kawałek stoiska.

Stwierdziłam, że albo on jest dziwolągiem, albo ja nie jestem na swoim miejscu w życiu.

Z biegiem czasu okazało się, że prawdą jest to drugie. Kiedy ktoś w mojej obecności zacznie dyskusję o tkaninach i fasonach, zaczynam nawijać z taką samą fascynacją, jak tamten kolega o lampie.

3. Nie interesuję się modą.

To wyznanie w ustach twórczyni odzieży może brzmieć dziwnie, ale to prawda. Nic sobie nie robię z tego, co „teraz się nosi”. Za to korelacja między modą a innymi dziedzinami życia jest dla mnie fascynująca. Nie „co się nosi”, lecz „dlaczego akurat teraz to się nosi”. Przykład? Przed nastaniem rewolucji seksualnej nikt nie włożyłby spódniczki mini. Na skutek represji po Powstaniu Styczniowym nastała moda „na żałobę”, dlatego większość pozytywistycznych bohaterek nosi się na czarno. I tak dalej.

3. Po pracy relaksuję się robótkami szydełkowymi i na drutach. Dzięki dziewiarstwu odkryłam, że wełna merino jest najlepszą ze wszystkich wełen. Nie gryzie, grzeje jak sto kurtek, a przy tym nie ma pocenia się. Kombinuję, jak by tu wprowadzić merino do mojego sklepu :)

4. Jak nie relaksuję się dziewiarstwem, to idę do ogrodu. Uwielbiam kwiaty, angielski styl oraz własnoręcznie wyhodowane warzywa. Choć moje pomidory miały kształt ufo tuż po Wielkim Wybuchu, smakowały jak marzenie. To kolejny dowód na to, że natura wie, co najlepsze.

5. Choć noszę proste ubrania o klasycznych fasonach, mam słabość do tych szalonych z przytupem. Nie ma opcji, bym nie obejrzała się za rzeczą, która ma mnóstwo frędzli, falban i filcowanych kwiatów. Czasem stoję w sklepie przy czymś kiczowatym i kontempluję. Przypominam sobie lekcję na temat barokowej estetyki brzydoty.

6. Od czterech lat nie noszę spodni. Wyjątkiem są piżamy, strój na jogę i do ogródka. W innych sytuacjach latam w spódnicach i sukienkach.

Kluczem do sukcesu jest dobór odpowiednich rajstop w odpowiednim rozmiarze.